Daleko od...
Daleko od Moskwy I dlaczego ja tu przyjechałem, a ty musisz stąd wyjechać. Tak zdecydowano za nas. Ty masz jechać gdzie indziej, a ja bądę gospodarować tutaj.
Batmanów podszedł do Sidorenki. Szyby dźwięczały wstrząsane wiatrem. Gęste płatki śniegu i zżółkłe liście wirowały za oknem. Wzgórza leżące na drugim brzegu rzeki zniknęły za szarą zasłoną opadającą na wodę.
— Sam widzisz, że dopóki tu jesteś, mam związane ręce. Więź kolektywu rozluźniła się. Ludzie błądzą jak w lesie. Byłem onegdaj w biurze zarządu: ludzie siedzą na kufrach i walizkach, czekają na drugi dzwonek. Przychodzą z rana i zamiast pracować, przez cały dzień rozprawiają o tym, jakie życie czeka ich w Karagandzie. Są pewni, że ich tam powieziesz. Ale przecież drugiego dzwonka nie będzie!... Po cóż wprowadzasz ludzi w błąd? Kowszow wczoraj nie wytrzymał i powiedział: „Czas ucieka. Jak długo będziecie na to patrzyli?" I miał słuszność, czasu nie powstrzymasz! Jest rzeczą karygodną trwonić go teraz na próżno. Wyjedziesz nie uwierzywszy w to, że istotnie będę musiał zbudować rurociąg w ciągu jednego roku. Nie byłeś na zachodzie, a tu na razie prochem nie pachnie. Nasz rurociąg to młodszy brat kaukaskiego. Ty zacząłeś jego budowę, ja ją dokończę. Rurociąg jest potrzebny państwu, tak samo jak pociski i czołgi.